Znowu. Zaczynam. Kolejnego. Bloga. Kolejną historię o Draco i Hermionie. Taką o miłości... ,o której marzy każda dziewczyna. O miłości prawdziwej i pięknej, choć nie łatwej. Zaczynam kolejnego już bloga. Zapytacie dlaczego? Bo mam inspirację, bo mam powód, bo wiem jak ta historia się zacznie, jak rozwinie i jak skończy. Aż wreszcie: bo chcę ją spisać, aby po roku do niej powrócić i zobaczyć co takiego napisałam. Bo człowiek uczy się całe życie. A ja uczę się po przez pisanie. Jest to dla mnie uczucie wolności, niezależności mogę robić co chcę. Skazać bohatera na śmierć, bądź przeciwnie ocalić jego życie. Mam jednak nadzieję ,że ta historia będzie inna... niewinna.
Spójrzcie.
Minęły dwa lata od Ostatecznego Starcia pomiędzy siłami dobra, a zła. Dwa lata podczas ,których nie
było żadnego morderstwa czy porwania ,a mieszkańcy Anglii żyli pełnią życia. Wiele zmieniło się nie do poznania. Wielu ludzi zginęło broniąc Anglii. Walczyli o wolność, bezpieczeństwo bliskich i sprzeciwiali się tyrani. Za to wszystko niektórzy z nich zapłacili życiem. Ci, którzy zginęli nie odejdą jednak w nie pamięć. Bo pamięć o nich pozostanie w sercu każdego, kto choć słyszał o Bitwie o Hogwart. Na zawsze zostaną w naszych sercach Ci, którzy polegli walcząc o naszą wolność. O nasze lepsze życie. Wielu członków Zakonu Feniksa opłakiwało przyjaciół i rodzinę. Był to jedyny dzień w roku kiedy czas się jakby zatrzymywał, a setki czarodziei stało na cmentarzach modląc się za zmarłych w wyniku tego okropnego starcia. Na jednym z takich cmentarzy stało teraz blisko 500 osób. W tym ,także brązowowłosa weteranka wojenna, opłakująca śmierć rodziców i przyjaciół. Był to jedyny taki dzień kiedy ta silna i niezależna kobieta pozwalała sobie na płacz. Obok niej stała jej najlepsza przyjaciółka wraz z bratem opłakująca śmierć swoich bliskich. Zaś na lewo od brunetki stał Wybraniec, wpatrując się załzawionymi szmaragdowymi oczami w przeniesiony grób swoich rodziców. Gdzieś trochę dalej stał największy rywal zielonookiego, jednak choć wiedział ,że blisko niego stoi Złota Trójca Gryffindoru nie miał ochoty do nich podejść i ich wyśmiać. A przecież mógł to zrobić. Zielonooki brunet, brązowowłosa panna Granger, ani rudowłose rodzeństwo nie zdobyli by się przecież na odpowiedź. Ale nie. Blondyn nie zamierzał z nich kpić ani szydzić, a wątpił ,że nawet jeśli oni by to zrobili to on by im odpowiedział. W końcu z jego stalowoszarych oczu raz po raz wypływały kolejne słone krople pozostawiające mokry ślad na policzkach chłopaka. On również w wyniku wojny stracił bliskich. Arystokrata wpatrywał się w grób swojej ciotki, Bellatrix Lastrange, który stał tuż obok grobu jego matki. Kolejna łza wsiąkła w jego czarną koszulę gdy pomyślał o Narcyzie. Kobiecie ,która jako jedyna okazała mu ciepło i pokazała czym jest miłość. Udowodniła mu, że nie trzeba nienawidzić szlam i zdrajców krwi. Narcyza jako jedyna była pełna ciepła, miłości i empatii. Jako jedyna nie została bestią, których pełno było w jego rodzinie. To ona siedziała przy nim gdy był chory, okazywała mu zrozumienie gdy tego potrzebował, dotrzymywała tajemnic gdy ją o to prosił. Była jego powierniczką, przyjaciółką i matką w jednej osobie pełnej miłości i zrozumienia. Pokochała go, zrozumiała, nauczała ,aż wreszcie chroniła do samego końca. Z cierpieniem wymalowanym w stalowoszarych oczach ułożył dwa czerwone bukiety róż na grobie matki. I jeden biały na grobie ciotki. Na srebrnej wstążce widniało wypisane: Nous vous remercions de votre compréhension et de l'amour. Pour chaque moment que j'ai sacrifié. Pour chaque jour. Pour être en vie.*
Jasnowłosy spojrzał na Złote Trio, a w jego oczach można było dostrzec cień zrozumienia. Wiewiórka stała obok brata popłakując cicho. Rudzielec zaś klęczał przy grobie brata. Wybraniec wpatrywał się tępym wzrokiem w grób rodziców. Granger klęczała na trawie nie zważając na to, że niszczy ubrania płaczem wyrażając swój ból i tęsknotę. Szatynka podniosła się z klęczek, ułożyła bukiet białych Kalii na grobie rodziców
po czym omiotła cmentarz wzrokiem i ze spuszczoną głową ruszyła w jego głąb. Odwiedziła każdy grób znanej sobie osoby. Nawet podeszła do grobu Narcyzy i Bellatrix, kiedy on poszedł złożyć hołd innym zmarłym. Na każdym odwiedzonym przez siebie nagrobku kładła pojedynczą Kalię. Jednak nie tylko szatynka przystawała chociaż na chwilę nad miejscami spoczynku poległych drugiego maja. Każdy robił tak samo kładąc na nagrobkach znak, który wyraźnie mówił: Tu była Hermiona Granger, albo Tutaj oddawał hołd zmarłym Draco Malfoy. W przypadku szatynki były to Kalie, znakiem blondyna były róże - ulubione kwiaty jego matki, pan Potter kładł pierścień z wygrawerowanym: Soyez combats mort pour nous, maintenant nous vous donnons serez un hommage à la fin de nos jours.
**
Zbliżał się wieczór. Czas kiedy ludzie zbierali się w domach, rozmawiali z rodziną i przyjaciółmi. Szatynka jednak nie zgodziła się na zaproszenie do Nory. Dziś miała wolne i chciała ten czas spędzić właśnie na cmentarzu, na którym teraz jedynym odgłosem był dźwięk jej głosu i szelest liści. Jednak nie tylko ona postanowiła zostać. Niedaleko panny Granger stał były ślizgon. Gryfonka jednak odwrócona od Malfoy'a nie widziała go i nie miała pojęcia o jego obecności.
- Granger...
- Malfoy? Na brodę Merlin co ty tu robisz? - zapytała nie odwracając się
- O to samo mógłbym zapytać ciebie - odparł tylko podchodząc do niej - Chodź.
- Malfoy nigdzie z tobą nie pójdę
- Chodź, Granger. - stanął obok niej
Pokręciła głową przełykając łzy.
- Hermiona, chodź. - pierwszy raz w życiu zwrócił się do niej po imieniu - Sądzisz, że oni by tego chcieli? - zapytał - Żebyś marzła i siedziała tu do nocy?
- Malfoy, dlaczego tak okropnie ci zależy na tym, żebym stąd poszła? - zapytała
- Bo jesteś przyjaciółką Rudej, a ona jest dziewczyną mojego najlepszego przyjaciela.
- No i?
- Albo Wiewióra urwałaby mi łeb, albo zrobiłby to Diabeł gdybyś została tutaj klęcząc na ziemi i niepotrzebnie się zamartwiając! Granger do cholery. Trzeba żyć dalej, oni nie wrócą! - potrząsnął nią i ręką wskazał na nagrobki - Dostali bilet w jedną stronę. Rozumiesz?
- Nie chcę tego zrozumieć, daj mi spokój ty zasrana tleniona fretko! - szatynka uparcie przykucnęła przy nagrobku
- Sama tego chciałaś - wzruszył ramionami po czym przerzucił ją sobie przez ramię i ruszył w kierunku bramy cmentarza
- Malfoy! Co ty do jasnej nędzy wyprawiasz?! - szatynka zaczęła okładać go pięściami w plecy jednak na nic się to nie zdało
- Granger, albo się uspokoisz, albo... - zamilkł z przebiegłym uśmiechem na twarzy - Nie musisz się uspokajać
* z francuskiego: Dziękuję za zrozumienie i miłość. Za każdą chwilę jaką mi poświęciłaś. Za każdy dzień. Za to ,że żyję.
** z francuskiego: Zginęliście za nas walcząc, teraz my hołd będziemy Wam oddawać po kres naszych dni.